Aktualności

I żyli długo i szczęśliwie…? – O dramach, których zakończenie nas rozczarowało.

Czy zdarzyło Wam się kląć lub rozpaczać nad zakończeniem oglądanych dram? Wątki tak cudownie się układały, wszystko perfekcyjnie do siebie pasowało, bohaterowie wychodzili cało z trudnych sytuacji i zdawać by się mogło, że napisane jest dla nich idealne zakończenie, które będzie satysfakcjonujące również dla widzów? I nagle… nadchodzi katastrofa! Bohaterowi podrzucona jest kolejna kłoda pod nogi, zwrot akcji nagle zmienia się o 180 stopni i wręcz łapiemy się za głowę, krzycząc w myślach: „Co tu się wyprawia?! Co ci twórcy wciągali podczas nagrywania tych odcinków?! To nie tak miało być… Nie! Ande!” Znacie to uczucie? Na pewno nieraz podczas oglądania świetnie zapowiadającej się dramy nachodziły Was takie myśli i cała magia pryskała, jak bańka mydlana. Z przyjemnego widowiska zrobiła się masakra, flaki z olejem, totalne nieporozumienie, pomieszanie z poplątaniem. I wtedy nadchodzi trudna decyzja, czy dać dramie jeszcze szansę i zmusić się do obejrzenia ostatnich odcinków, czy to jednak najwyższa pora, by pożegnać się z nią na wieczne „nie do widzenia”. Oczywiście ile osób, tyle opinii. Dla jednych zakończenie będzie nawet znośne, dla innych wręcz idealne, a jeszcze inni będą mieć nocne koszmary.
Jak wszyscy wiemy, twórcy dram mają swoje pomysły i my jako widzowie raczej nie mamy wpływu na przebieg historii przedstawionej na ekranie. Kto już obejrzał pokaźną ilość dram, ten ewentualnie może domyślić się niektórych wątków lub kolejności wydarzeń. Mimo że historie najczęściej bywają różne nawet w swoich gatunkach, to i tak nadchodzi taki moment, kiedy potrafią nas zaskoczyć. Pozytywnie… lub negatywnie.
Dziś skupimy się na tych drugich, czyli będziemy wylewać żale i ubolewać nad dramami, które miały super potencjał, a zostały potraktowane pomyjami, których nie mogliśmy znieść. Krótko mówiąc, pozostawiły po sobie rozczarowanie, niedosyt, niesmak, niezadowolenie.
Uwaga! Treści mogą zawierać spoilery, więc jeśli ktoś nie oglądał wymienionych pozycji, a ma taki zamiar, to proszę pominąć… Albo dokładnie przeczytać, ku przestrodze 😉

Na pierwszy ogień pójdzie tytuł „Love Alarm”. Czy już słyszę jakieś wycie i jęki? No tak, wcale się nie dziwię. Jest to jedna z dram, o której najczęściej czytam negatywne opinie. Niestety, lub na szczęście, sama nie obejrzałam nawet pierwszego sezonu. Nie wiem, czy to już zbyt duża ilość obejrzanych dram, czy może wiele przeczytanych opinii sprawiło, że po drugim odcinku nie miałam ochoty oglądać tego dalej. Być może też tematyka dramy to nie moja bajka, co nie zmienia faktu, że niepochlebna opinia o niej odbija się głuchym echem w internecie. Szkolna drama romantyczna z elementem aplikacji miłosnej, pokazującej, czy w pobliżu jest osoba, której się podobasz, podobno zamieniła się w rozchwiany emocjonalnie melodramat, gdzie bohaterowie podejmują nielogiczne decyzje. Piszę to na podstawie obejrzenia kilkuminutowego filmiku, który miał pokrótce przedstawić cały zarys dramy oraz przeczytanych jakiś czas temu komentarzy widzów w internecie. Jeśli w czymś się pomyliłam, to bardzo proszę, dorzućcie swoje trzy wony i podzielcie się opinią!

Opinią na temat kolejnej dramy, która nie spełniła oczekiwań widzów, podzieliła się z nami magnolia:
Jeśli rezygnuję z dalszego oglądania dramy, to zwykle po pierwszych odcinkach, rzadziej gdzieś w połowie. Jednak jest kilka dram, w których do końca zostało mi już naprawdę niewiele, ale za nic nie jestem w stanie ich dokończyć i to nie z braku czasu. Jedną z takich produkcji jest „Something in the Rain” o związku, gdzie różnica wieku (ona starsza, on młodszy) odgrywa znaczącą rolę, jest wyzwaniem dla ich bliskich krewnych i przyjaciół. Właściwie podeszłam do tej dramy dwukrotnie, pierwszą połowę dość gładko „połknęłam”, za to za każdym razem utknęłam przy tej samej scenie w odcinku 14. Po prostu poziom emocji, i to raczej tych negatywnych, toksycznych w tej scenie okazał się dla mnie zbyt dużym obciążeniem psychicznym, wywołał we mnie tyle złości i gniewu, że nie byłam w stanie przejść dalej, niezależnie od tego, czy problem został później rozwiązany czy nie. Myślałam nawet, czy nie spróbować ponownie (może nie powtarzając od nowa, tylko obejrzeć te pozostałe dwa odcinki), żeby po prostu wiedzieć, jak się skończyło. Jednak na podstawie różnych spoilerów doszłam do wniosku, że dalej wcale nie jest lepiej. O ile rozumiem, że drama, inspirowana zresztą osobistymi przeżyciami scenarzystki, nie musi się kończyć szczęśliwie, to mam jednak poczucie zmarnowania potencjału historii, że wcale nie dostarcza ona tego czasem bardzo potrzebnego katartycznego przeżycia, za to pozostawia widza zmęczonym i sfrustrowanym.

Osobiście podzielam zdanie magnolii na temat tej dramy. Miała ona potencjał i pierwszą połowę oglądało się naprawdę przyjemnie. Mimo że spodziewałam się, iż w końcu nadejdzie taki moment przełomowy, gdzie bohaterowie będą walczyć z własnymi emocjami i otaczającym ich środowiskiem, to niestety poziom wszelkich negatywnych uczuć został według mnie przekroczony i naprawdę ciężko wymęczyłam do końca oglądanie tej pozycji. Gdybym tę dramę oglądała kilka lat później, to z pewnością porzuciłabym w połowie. Po kilku latach już wiem, że jak coś się zaczyna tak okropnie walić, to nawet jeśli na samym końcu pokażą tęczę i tryskającą radość przez pół ostatniej minuty dramy, nie zatrze to pozostawionego ciężaru zszarganych nerwów.

Kolejną pozycją, o której napiszę, jest naprawdę sympatyczna drama romantyczno-obyczajowa, delikatna, nieco tajemnicza… I niestety idealny przykład całkowicie oderwanego od rzeczywistości zakończenia, które mnie pozamiatało. Wiadomo, że większość z nas lubi szczęśliwe zakończenia, a przynajmniej takie w miarę do przyjęcia, ale czasami twórcy powinni trzymać się naturalnej kolei rzeczy, skoro już zdecydowali się na stworzenie takiego wątku. W przeciwnym razie zaskoczy nas to niczym wyskakujący Filip z konopi. Dla mnie właśnie takie zakończenie zaserwowali nam w dramie „Do Do Sol Sol La La Sol”. I chociaż wypłakałam litry łez w ostatnich odcinkach dramy, to jakoś pogodziłam się z tym, że tak miało być i jest to bardzo naturalne zakończenie historii. Może nie szczęśliwe, ale czasami przecież tak bywa, że bohaterowie umierają. I tu wyskakuje diabeł z pudełka… a raczej główny bohater – śmiertelnie chory, który pozostawił po sobie nagranie dla ukochanej… Wszystko naprawdę wskazywało na to, że on serio umarł i… NAGLE! Pojawia się cały i zdrowy, psując całą aurę naturalności i smutku. Nawet nie mogłam się posmucić, bo to uczucie zostało zastąpione osłupieniem i jakby trochę… złością? Nawet nie potrafię dokładnie opisać, co wtedy czułam, ale zdecydowanie rozczarowanie zaliczało się do tej całej mieszanki uczuć. Rozumiem, że są osoby, które nie lubią, gdy główny bohater umiera na końcu, ale uważam, że jeśli mają kogoś uśmiercić, to niech już to zrobią porządnie, a nie odstawiają cuda wianki!

A teraz Mintty ma dla Was do poczytania swoje opinie o kolejnych dramach:
„Strażnicy Czasu / Fall in Love With Him”, to drama, która wciągnęła mnie już od pierwszego odcinka. Pomimo wkurzającej głównej bohaterki, naprawdę dobrze się oglądało tę dramę dla samej fabuły. Jednak jej zakończenie było dla mnie co najmniej bezsensowne. W trakcie oglądania różne tajemnice bohaterów wychodzą na jaw, tworząc naprawdę spójną historię (biorąc pod uwagę charakter fantastyczny dramy), ale końcówka została zrobiona tak, jakby wytwórni skończyły się pieniądze na kręcenie dalszych odcinków. Pod koniec główna bohaterka po prostu się budzi, a wszystko, co się wydarzyło, było tylko snem. W dodatku budzi ją przyjaciółka, która w tym śnie po prostu umarła. Mimo to po jakimś czasie jak gdyby nigdy nic spotyka ludzi, których widziała w swoim śnie. Szczerze mówiąc, wolałabym, aby główny bohater faktycznie zginął, a drama nie zakończyła się happy-endem, niż jakby wszystko miało się okazać snem. Nielogiczne też jest, że główna bohaterka po jakimś czasie spotyka w rzeczywistości tych „Strażników Czasu” i wszyscy (o dziwo) pamiętają, co się wydarzyło. Ta końcówka zostawiła po sobie niesmak i wielki znak zapytania nad moją głową. Bardzo się zawiodłam, że nie rozwiązali tego w inny sposób. Po prostu czuję, że zabrakło im pieniędzy i w pewnym momencie nagrywania powiedzieli: „Stop. Skończyła się nam kasa. Zostawmy mnóstwo nierozwiązanych wątków i zróbmy nielogiczne zakończenie, żeby widzowie sami mogli sobie dopowiedzieć, co się właściwie stało”.

„Don’t Be Shy / Nie wstydź się”
Drama opowiada o szefowej firmy, która ma obsesję na punkcie czasu i wszystko u niej musi się zgadzać co do sekundy. Cała historia jest naprawdę ciekawa i osobiście polecam obejrzeć, ale końcówka była dla mnie po prostu dziwna. Główna bohaterka trafia w „zaświaty” i dostaje szansę od losu, by zmienić swoje życie, a „kostucha” daje jej zegarek, który widzi tylko ona. Jednak gdy jest w pobliżu pewnego chłopaka, zegarek zatrzymuje się, tak jakby dając dziewczynie więcej życia. Główna akcja rozwija się naprawdę fajnie, przedstawione pary są naprawdę urocze i aż miło się patrzy. Jednak na koniec okazuje się, że główna bohaterka została zahipnotyzowana, a wszystko, co przeżyła od momentu hipnozy, było jedynie iluzją, która w rzeczywistości trwała z piętnaście minut. Później bohaterka idzie do swojego ukochanego, a on jej nie pamięta. Mogłoby się wydawać, że faktycznie wszystko było wytworem jej wyobraźni. Ale producenci postanowili, że on jednak będzie ją pamiętał, chociaż to niby wszystko się nie wydarzyło. Chociaż wiem, że w dramach z wątkami fantastycznymi nie zawsze trzeba się doszukiwać logiki, to tutaj to kompletnie nie miało sensu. Właściwie końcówka dała mi więcej pytań, niż odpowiedzi.
Mintty jest na bieżąco z dramami na MeiQ i jak widać, pomimo ich potencjału, zakończenie nie zawsze jest zadowalające.

„Cambrian Period” była dla mnie pierwszą pozycją chińską obejrzaną po długiej przerwie, więc mam do niej szczególny sentyment. Nie dość, że aktorzy bardzo dobrze dobrani, to w dodatku historia wciągająca, dużo akcji, romansu, namiętności. Młody Neo Hou w podwójnej roli – syna mafiozy i bohatera w masce odwalił kawał dobrej roboty. Bardzo chętnie obejrzałabym tę dramę jeszcze raz, bo wyryła się w mojej pamięci… niestety tak samo jak to nieszczęsne zakończenie, którego do tej pory nie mogę przeboleć i liczę na to, że twórcy być może się nad nami zlitują i po kilku latach ukaże się sezon drugi? Może chociaż jakiś film, w którym będą pokazane dalsze losy…? Odnoszę podobne wrażenie co Mintty, która w swojej opinii napisała, że drama została urwana w pewnym momencie, bo zabrakło środków lub pomysłów… W „Cambrian Period” było naprawdę wszystko i układało się w spójną całość. Porachunki gangów i akcje z policją trzymały w napięciu, niebezpieczny romans niewinnej kobiety z młodym synem mafiozy i przeplatający się wątek drugiej pary również ciekawy. Miałam nadzieję, że twórcy sensownie zakończą główny wątek dramy – czyli schwytanie głównego bohatera przez policję, a ostatecznie dostaliśmy pocałunek na pożegnanie, jego zniewalający uśmiech i… widok samochodu, który po prostu spada w przepaść. KONIEC. Co…? To koniec? Nie ma żadnego epilogu „kilka miesięcy później”…? Po prostu nie byłam przygotowana na takie coś, więc nadal karmię się złudną nadzieją, że za X lat zobaczymy ciąg dalszy…

Takich dram na pewno jest o wiele więcej i każdy z Was ma swoje typy. W naszej ekipie na przykład ronnie nie obejrzy dramy, w której jej ulubiony aktor umiera. Jest to dla niej kryterium decydujące o tym, czy obejrzy pozycję. Kiedyś jednak tłumaczyłyśmy na bieżąco dramę „Kill it”, w której główną rolę zagrał Jang Ki Yong. W dramie był weterynarzem i zabójcą na zlecenie, ale jego postać tak dziwnie przyciągała do siebie, że nawet gdy grał czarny charakter, miało się wrażenie, że w głębi duszy jest dobrym człowiekiem i sympatyzowało się z jego postacią. Niestety na samym końcu otrzymał wręcz niepotrzebną serię pocisków i padł martwy. Chociaż według mnie zasługiwał on na dalsze życie, jakieś nawrócenie się i po prostu odpokutowanie. Nawet gdyby go po prostu schwytali i poszedłby za kratki, to można sobie było dopowiedzieć, że jego losy jakoś dalej się toczyły. Ale jak wiadomo, to nie my piszemy scenariusz, więc musimy zaakceptować taki los bohaterów, jaki stworzyli dla nich scenarzyści.

Na pewno Wy również macie kilka takich pozycji, z których zakończenia jesteście szczególnie niezadowoleni i mam nadzieję, że się nimi z nami podzielicie. Być może dzięki temu inni zaoszczędzą czas, który mieliby stracić na obejrzenie niesatysfakcjonującego zakończenia dobrze zapowiadającej się dramy. Serdecznie pozdrawiam!

~swietej-pamieci